11.02 2017 i 12.02.2017

Żeby opowiedzieć Wam z czym się zmagałam muszę cofnąć się do pierwszych wspomnień ze szpitala. Początkowo nie chciałam pisać pamiętnika, nie chciałam pamiętać tego wszystkiego. Jednak musiałam ćwiczyć na nowo moją prawą rękę, początkowo przepisywałam teksty z gazet, później stwierdziłam, że zacznę jednak pisać pamiętnik, ponieważ zauważyłam, że szwankuje mi pamięć i nie umiem przypomnieć sobie jak wyglądał mój dzień od rana. Także cofnę się do moich pierwszych notatek z dnia 11 luty 2017 roku. Opisywałam wówczas, że tradycyjnie pobudka zaczęła się po 5 rano. Pielęgniarka obudziła mnie i moją współlokatorkę żeby zrobić nam zastrzyki, zmierzyć ciśnienie oraz zostawić lekarstwa (których początkowo było pełno). Zawsze byłam anty jeśli chodzi o tabletki, jeśli coś mnie bolało mogłam się przemęczyć byle tylko nie brać tabletek. Początkowo szokiem było dla mnie zatem gdy rano na stoliku widziałam tą całą serię tabletek które muszę pogryźć. Tak, tak , ja wszystkie tabletki gryzę, nawet jeśli są niedobre. Kiedyś jak byłam młodsza zadławiłam się tabletką, dlatego teraz pozostał mi uraz do połykania tabletek. Później o 7:30 byłam na jedynych w tym dniu ćwiczeniach rehabilitacyjnych. Po 12 przyjechała moja Mama z moimi siostrami.Poza tym dziś dostałam taki zastrzyk w brzuch, że krew poszła mi na piżamę także od razu czekało mnie pranie. Mama umyła mi dziś włosy. Sama niestety nie dałabym rady ustać, ponieważ jestem bardzo słaba, kręci mi się w głowie i nie mogę tak wysoko unieść ręki. Siostry zadbały o moje dłonie i stopy i pomalowały paznokcie na różowo. Choć troszkę mogłam znów poczuć się jak kobieta. Nie raz zdarzyło się, że pielęgniarki pomyliły mnie i mówiły do siebie dlaczego ten chłopak leży w sali z kobietami. Czułam się wtedy przeokropnie, na samo wspomnienie czuję napływające do oczu łzy. Od jutra mam niby otrzymywać kroplówkę, ale rozmawiałam z pielęgniarkami, niestety jeszcze nic nie wiedzą także zobaczymy. Później siedziałam w sali telewizyjnej na moim ulubionym tapczaniku. Często na nim siedziałam ponieważ nie bolała mnie na nim pupa. Jak siedziałam na krzesłach bardzo bolał mnie tyłek, a to dlatego, że moja waga wynosiła wtedy 49 kg przy wzroście 169 cm. Poszłam do pokoju jakoś po godz. 20 i pogryzłam tabletkę nasenną, którą pielęgniarki roznosiły codziennie już o 19.

12.02.17

Pobudka była tradycyjnie po 5 na mierzenie ciśnienia, zastrzyk w brzuch i tabletki. Tej nocy słabo spałam, więc kręciłam się w łóżku i słuchałam muzyki z telefonu. Często miałam problemy ze snem i zazwyczaj zasypiałam ze słuchawkami i przy dźwiękach muzyki.  W niedzielę nie było w ogóle ćwiczeń także mogłam położyć się dalej na spanie.  Niedziele były najgorsze. Brak zajęć, za każdym razem chyba każdy z pacjentów czekał z niecierpliwością na swoich najbliższych. Każdy cieszył się też na jedzenie jakie rodzinka przywoziła, ponieważ jedzenie szpitalne było okropne, jałowe, bez warzyw, zawsze białe pieczywo, do tego jakaś szynka lub napompowana parówka. Zazwyczaj mogliśmy się domyślić co będzie na kolację lub na śniadanie następnego dnia, ponieważ jeśli było jajko, zazwyczaj pojawiało się w innym daniu w formie „sałatki”, tak samo było  z parówkami. Dziś mój brzuch pokrywają siniaki od zastrzyków. Pielęgniarki uprzedzały, że zastrzyki w brzuch będą bolesne ponieważ brzuch mam wyjątkowo ładnie wytrenowany.  Włosy troszkę mi urosły, ale przestałam się już tym przejmować, chcę po prostu z tą wyjść o własnych siłach. Doceniam każdą wizytę mojej rodziny i narzeczonego oraz najbliższych. Za każdym razem gdy odprowadzam ich do windy marzę, że mogę w końcu wsiąść z nimi i odjechać jak najdalej stąd. Bywają chwile, że czuję się jakby w sytuacji bez wyjścia, niby wiem gdzie jestem , kojarzę codziennie te same twarze, a następnie wszystko wydaje mi się tylko złym snem. Czasem nie dowierzam, że coś mi się stało. Później zerkam w lusterko i widzę blizny na twarzy, włosy obcięte na jeżyka. Nie pamiętam dnia w którym zobaczyłam się po raz pierwszy. Ten dzień opowiedziała mi moja Mama. Prosiłam o lusterko, a ponieważ Mama nie miała przy sobie małego lusterka wymyśliłam, że muszę skorzystać z toalety. Gdy zobaczyłam swoją poobijaną twarz i włosy których praktycznie nie było wiele popłakałam się. Często oglądałam swoje zdjęcia sprzed wypadku i tęskniłam za długimi włosami. Zakonnica która pomagała w tamtym szpitalu pocieszyła mnie jednego dnia żebym nie płakała bo włosy odrosną a może nawet polubię krótką fryzurkę. Poza tym dzień tradycyjnie spędziłam na ćwiczeniach jakie były a później znowu piłam herbatki ziołowe typu melisa o którą poprosiłam Rodziców i siedziałam z innymi pacjentami w sali telewizyjnej. Zbuntowałam się też, że będę po tabletkę nasenną przychodziła ok. 22, ponieważ ja nigdy nie chodziłam spać o 19 i  wolę ją po prostu pogryźć później. Wszystkie książki które przynosili mi Rodzice czekały na mnie. Bardzo chciałam je poczytać ale mój wzrok szwankował. Obraz mi się rozjeżdżał, dlatego tylko przeglądałam gazety lub kolorowałam w kolorowance, albo układałam puzzle jakie rehabilitantka przyniosła do sali telewizyjnej. Nikomu nie powiedziałam o tym co się dzieje z moim wzrokiem- bałam się, że mogłoby to być powodem , że zatrzymają mnie tam dłużej.