13.02.

Rano tradycyjnie mierzenie ciśnienia, zastrzyk w brzuch, leki i śniadanie. Dziś podano szynkę i bułkę oraz biały ser. Były też płatki z mlekiem, także dodałam troszkę miodu i to akurat zjadłam z chęcią. Udało mi się dziś wykąpać samej. Nigdy nie przypuszczałam, że sprawi mi to taką przyjemność. Oczywiście nie było łatwo, bardzo kręciło mi się w głowie, ale dałam radę. W łazience jak w całym szpitalu jest mega zimno. Wcześniej kąpała mnie albo Mama albo narzeczony. Też było to oczywiście miłe, ale jednak krępujące, mimo że to moi bliscy. Choć totalnie najgorsze było dla mnie to, że w wieku 31 lat przyszło mi chodzić w pampersach. Początkowo nie dostrzegałam tego. Sedacja, czyli wybudzanie mnie ze śpiączki troszkę trwało. W śpiączce byłam ok 2 tygodni. Wypadek był 19.12.16 a ja dopiero zaczęłam cokolwiek kojarzyć od lutego. Z początku jedyne co pamiętam to jak leżałam w jakiejś sali i wyciągałam jakieś rurki z nosa, a pielęgniarka powtarzała  żebym tego nie robiła. Nie wiem od którego momentu dokładnie zaczęłam kojarzyć to, że nie korzystam z toalety. Ale gdy do mnie to dotarło było mi wtedy niesamowicie ciężko pogodzić się z tym i nie odczuwać wstydu. Choć póki pampersa mógł mi zmienić ktoś z bliskich było jeszcze w miarę, gorzej było gdy przychodził wieczór, noc i byłam skazana na pielęgniarkę. Były miłe pielęgniarki oraz takie które były bardzo niesympatyczne. Na szczęście ta sytuacja nie trwała długo. Raz zdenerwowałam się na pielęgniarkę, ponieważ zadzwoniłam po nią 2 razy z przerwą godzinną i nastąpiła wymiana zdań. Zapytała mi się czy byłam u lekarza i czy wszystko ze mną dobrze, bo to nie jest normalne żeby tyle sikać. Także kolejnym razem jak miała dyżur zrobiłam siku w pampersa i zadzwoniłam po nią prosząc już teraz o zmianę pampersa. Z czego również była niezadowolona i zapytała czemu nie zadzwoniłam wcześniej to jej wytłumaczyłam, że jak dzwonie żeby zaprowadziła mnie do toalety to jest nie dobrze, więc zadzwoniłam jak już było po. To zmotywowało mnie do tego żeby zacząć powoli sama człapać do toalety. Straszne było być w tak intymnych sprawach uzależnioną od innych, obcych ludzi. Dziś postanowiłam też, że chcę porozmawiać z lekarzem o wcześniejszym wypisie ze szpitala. Jak to się mówi wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. Tym bardziej przy kochającej Rodzinie byłam pewna, że szybciej dojdę do siebie. Na moment zajrzała pani psycholog, powiedziałam jej , że mam dziś doła i ogólnie jest mi bardzo smutno, umówiłyśmy się żebym po ćwiczeniach zajrzała do niej. O 10:00 miałam ćwiczenia, jeździłam troszkę na rowerku stacjonarnym, robiłam ćwiczenia na bark i udało mi się dziś po raz pierwszy zrobić deskę. Po ćwiczeniach poszłam porozmawiać z panią psycholog. Wymusiłam kolejny test. Ciągle prosiłam o testy, żeby sprawdzać czy sobie poradzę.Powiedziałam o tym jak się czuję i że chciałabym w tym tygodniu wyjść ze szpitala. Pani psycholog powiedziała, że nie ma nic przeciwko ale decyzję musi podpisać pani ordynator. Jutro idę jeszcze do mojego lekarza porozmawiać ponieważ dziś moim Rodzicom i narzeczonemu nie udało się porozumieć z ordynatorką ponieważ jest bardzo niemiłą osobą.  Dostałam w końcu też tą „zbawienną” kroplówkę, która jak to powiedziano w szpitalu jest niedostępna nigdzie, podawać mi ją może tylko wyspecjalizowana pielęgniarka i że nie można przerywać tej „terapii”. Później poszłam z moimi Rodzicami na rozmowę do pani psycholog, ponieważ martwili się, że chcę wyjść na własne żądanie ze szpitala. Popłakałam się strasznie, czułam się bezsilna a tak bardzo chcę już stąd wyjść.  Pani psycholog powiedziała, że jestem sprawna umysłowo i do tego nie ma wątpliwości, ale że powinnam kontynuować rehabilitację. Poza tym powiedziała, że nie jestem w więzieniu więc mam prawo opuścić szpital w każdym momencie. Obiecałam jej, że będę kontynuowała rehabilitację w Poznaniu. Porozmawiałam też z narzeczonym i obiecałam, że będę na siebie uważała. Poczułam namiastkę domu ponieważ przywiózł mi dziś naszą ulubioną owsiankę:)  Narzeczony nocuje w budynku koło szpitala więc mógł troszkę dłużej posiedzieć, Rodzice pojechali ok. 17 do domu, ale jutro znowu przyjadą, na co już czekam i bardzo się cieszę.  Boję się jutrzejszej rozmowy z doktorem. Mam nadzieję, że nie będzie miał zastrzeżeń co do mojego wyjścia. Dziś poczytałam troszkę książkę „Zaryzykuj -zrób to ” , ponieważ są tam krótkie rozdziały i dobrze mi się to czyta. Później leżąc słuchałam MP3 i oglądałam moje i narzeczonego zdjęcia które mi przywiózł. Fragment jaki zanotowałam sobie w pamiętniku z tej książki to ” Kalkuluj ryzyko i podejmuj je. Uwierz w siebie. Realizuj swoje marzenia i cele. Nie żałuj tego, co było. Bądź odważny. Dotrzymuj słowa”. Znowu ciężko było mi zasnąć.