17.02

Dziś miałam wyjść na własne życzenie, ale do 5 nie spałam i myślałam nie tylko o sobie ale o narzeczonym i o Rodzicach, jak to , że jestem uparta i koniecznie chce opuścić to miejsce odbija się na ich nerwach.Zdecydowałam więc zostać….Wszyscy się ucieszyli.Za to obiad był dziś katastrofą. Makaron w wodnitym sosie pomidorowym a do  tego wrzucone jajo ugotowane na twardo. Niesamowite, myślałam, że tutaj będę jeść zdrowo, a tu takie coś. W więzieniach ludzie dostają lepsze posiłki, więc nie rozumiem tego jak chorzy mają stanąć na nogi skoro jesteśmy karmieni takimi paskudztwami. Jaka w tym logika? Byłam tradycyjnie na sali tv, malowałam białą farbką aniołka glinianego. Idzie się tu zżyć z ludźmi (pacjentami i rehabilitantami). Za wszystkich trzymam kciuki żeby wrócili do zdrowia i będę się za nich modliła. Mam nadzieję, że moja decyzja o zostaniu tutaj postawi mnie na nogi. Miał to być piękny dzień, a zakończył się przykrą niespodzianką, bo mnie przenieśli do innego pokoju. Powiedziałam, że chciałabym już zostać gdzie jestem bo jest mi tam dobrze, ale usłyszałam, że pani ordynator podjęła już decyzję. Nie protestowałam więc bo byłam pewna , że pewnie na moje miejsce przyjęli już kogoś nowego kto potrzebuje pomocy. Okazało się jednak, że przenieśli mnie na to samo piętro tylko parę pokoi dalej. Natomiast z tego pokoju przenieśli inną pacjentkę na moje miejsce. Potraktowali nas po prostu jak przedmioty, nikt wcześniej z nami nie porozmawiał. Mi pielęgniarka powiedziała na korytarzu o całej tej decyzji, a kobietce którą przenieśli na moje miejsce, nikt nic nie powiedział. Przyszła biedna do pokoju a ja już ze swoimi ciuchami na jej miejscu. Była bardzo rozżalona. Ja się strasznie przejęłam, zrobiło się straszne zamieszanie. Nie rozumiem jak można w taki oziębły sposób postępować z chorymi ludźmi. Całe szczęście, że trafiłam na bardzo miłą współlokatorkę, z którą od razu w sumie znalazłam wspólny język:) Pokój był zaraz koło sali tv, łazienka na korytarzu, więc dziś wykąpał mnie narzeczony, bo było w niej strasznie zimno i mogłabym sobie nie poradzić sama z prysznicem. Przez to wszystko nie mogłam zasnąć, winiłam siebie że niepotrzebnie zostałam, że trzeba było jednak wyjść i dziś spałabym już w domu. Zasnęłam dopiero ok 4.

18.02

Nie mogłam się odnaleźć w nowym miejscu, ciągle myliłam piętra, pokoje. Rano na 7:30 poszłam na ćwiczenia, sala otwarta ale nie było nikogo, więc upłakana poszłam do recepcji do Pani Hani. Uściskała mnie, poczęstowała pysznym pączusiem który sama zrobiła i odprowadziła mnie do innej sali na ćwiczenia. Okazało się, że była zmiana sali ale nie dali znać wszystkim. Miałam dziś zajęcia z chłopakiem, był bardzo miły- jak większość rehabilitantów, zarówno dziewczyn i chłopaków, mają tu naprawdę super.Wszyscy bardzo życzliwi, cierpliwi, uśmiechnięci, potrafią wysłuchać, pocieszyć, wykonują kawał dobrej roboty a są moim zdaniem niedoceniani. Po zajęciach zostałam dłużej 15 min. na sali, pojeździłam na rowerku na obciążeniu 4. Czuję jeszcze jak mi nogi drżą, ale staram się w miarę możliwości ćwiczyć żeby nabrać sił. Później przyjechały moje przyjaciółki Mali i Kasia, oraz moi Rodzice i narzeczony. Wysłuchali moich żali o przenosinach i paskudnej ordynatorce. Później przyszedł do mnie ksiądz, ponieważ prosiłam Panią Hanię żeby przekazała mu, że chciałabym porozmawiać. Potrzebowałam się nawrócić i podziękować Bogu za drugie życie i za moich bliskich i ich wsparcie. Później oglądałam z pacjentami Eurowizję , następnie próbowaliśmy układać puzzle 500 ,ale niestety coś nam nie szło i ok 24:30 poszliśmy do pokoi. Zasnęłam ok. 2:00.