19.02

Niedziele są tu ciężkie, bo nie ma zajęć, rehabilitantów, psychologa…Całe szczęście, że mam taką kochaną Rodzinkę. Poszłam dziś do Kościoła , w sumie do kaplicy która jest w szpitalu. Dziś poszłam pierwszy raz.Przepłakałam większą część, bo kazanie było przepiękne i dziś poczułam, że wyjątkowo przeżywam ten dzień. Ksiądz mówił dziś o różności, że wszyscy jesteśmy różni nie tylko z zewnątrz ale i od środka. Każdy z nas ma inne myśli, potrzeby i wizje i to jest dobre bo inaczej byłoby nudno i znaczyłoby to , że nie mamy swoich zasad i nasz kręgosłup moralny jest słaby.  Następnie, że Bóg nie utrudnia nam życia ze złości ale z troski, tak jak Rodzic dziecku czasem coś zabrania by dziecko się poprawiło i było lepszym  człowiekiem. Wynika to z troski.Nie mam żalu do Boga, że uległam wypadkowi,  od początku nie czułam żalu, nie pytałam dlaczego ja, dziękuję Mu za drugą szansę jaką otrzymałam. Poza tym w kazaniu była mowa o tym,  że ludzie z którymi nie jest nam po drodze powinni być w naszej modlitwie. Czasem myślimy, że nie możemy im pomóc, a możemy poprzez naszą modlitwę. Jest to dosyć trudne, pomodlić się za kogoś z kim nie jest nam po drodze, kogoś kogo nie lubimy itp., ale skłoniło mnie to do modlitwy za ordynatorkę. Ksiądz mówił też, że często chcemy przejść przez życie bez konfliktów, ugodowo, ale przecież każdy z nas ma swoje zasady i każdy z nas jest inny, dlatego też nie da się w ten sposób przejść przez życie. Było też o uporze, że powinniśmy dać mu upaść samemu, więc jak ktoś uderzy nas w jeden policzek, to nadstawić mu drugi. W ten sposób są podobno szkoleni bokserzy, że jak przeciwnik atakuje ich z agresją, starają się uniknąć ciosu i nie przejmować tej agresji, a wtedy upór tego co atakuje upada. Podziękowałam z całego serca za tą lekcję Bogu, postaram się być lepsza, poprosiłam o zdrowie dla moich bliskich i dla wszystkich chorych. Może dobrze, że przenosiny były w piątek i nie było już z kim porozmawiać z zarządu by byłabym bardzo niemiła, a tak emocje mogły troszkę opaść. W weekend przeklinałam ostro jak o tym komuś opowiadałam, czułam się pokrzywdzona i winna tego całego zamieszania, czułam się jak przedmiot którego można przenosić. Na szczęście trafiłam na świetną współlokatorkę z którą mogę na spokojnie o wszystkim porozmawiać, której mogę zaufać. Cały czas odkąd mogę już chodzić staram się pomagać innym pacjentom, iść np. po wodę do czajnika, zalać kawę/herbatę, nie tylko przytulać, bo jest to niestety bardzo różnie odbierane. Rozmawiałam o tym z księdzem też przyznał mi rację, że przytulanie drugiej osoby jest normalne, ale niestety w Polsce nie jest to popularne i ludzie różnie na to reagują. Pani psycholog  też mi opowiadała o  swojej córce, która razem z koleżanką robiła eksperyment i chodziły po rynku w jednym z miast z tabliczką „Przytulam za darmo”. Reakcje też były przeróżne.

20.02

przejechałam na rowerku dziś 15 min, obciążenie 5:) Rano był ksiądz i przyniósł mi książkę „Rażona przez piorun”, o której mi mówił.Był obchód i chodziła pani ordynator. Powiedziałam jej na spokojnie, że przed przenosinami powinni zabrać pacjentów i z nimi porozmawiać, podać powód itp.Powiedziałam, że nie wszystkim takie przenosiny służą, że ja się dogaduję z koleżanką, ale niestety pani która została przeniesiona jest zła na mnie, ponieważ usłyszała od kogoś, że to ja poprosiłam o zmianę. Co oczywiście było nieprawdą. Ordynatorka powiedziała, że ta pani jest przecież chodząca i może nas odwiedzać i że głównym powodem przenosin było to , że pomyśleli, że będę z nową koleżanką lepiej się dogadywała ze względu na wiek. Wydało mi się to później irracjonalne, ponieważ dziewczyny z poprzedniego pokoju też były młode, ale wtedy od razu skojarzyłam która z nich maczała palce w moich przenosinach. Jedna z nich była „słodko pierdząca”, interesowała się wszystkim dookoła, o sobie nie mówiła nic, innych o wszystko wypytywała i się wtrącała we wszystko. Poza tym miała nadzianych rodziców którzy sponsorowali ciśnieniomierze…..po wyjściu ze szpitala dowiedziałam się, że to ona chciała żeby mnie przenieść. Nawet w takim miejscu jak szpital są tacy wredni ludzie. Niesamowite to było, aż teraz jest mi w to nadal ciężko uwierzyć. Niektórzy nigdy w życiu się niczego nie nauczą. Poza tym w szpitalu ordynatorka często stosowała przenosiny. Jeszcze rozumiem gdyby to były przenosiny po tygodniu lub 2, a nie jak zazwyczaj było to po miesiącu lub 2, kiedy człowiek zgrał się już ze współlokatorką.

21.02

Dzień był nawet dobry. Powiedziałam mojemu lekarzowi, że już nie chce przyjmować tabletki nasennej, bo i tak po niej nie mogę zasnąć i biorę sporo innych leków, a ta tabletka nie jest mi niezbędna. Obiecał, że się tym zajmie. Bardzo go lubię. Jest jedynym lekarzem który ze spokojem mnie zawsze wysłucha i rzeczywiście stara się pomóc.Później pani logoped zrobiła mi masaż twarzy metodą Moralesa, żeby aktywować moje powieki, które często mi opadają jeszcze. Dlatego ciężko mi chodzić samej bez asekuracji lub cokolwiek przeczytać. Później grałam z panią psycholog w grę Club 2 %.Następnie miałam ćwiczenia z moimi rehabilitantkami:) Później przyjechali Rodzice:)Zjadłam pycha obiadek który przywiozła mi moja Mama. Później jak Rodzice pojechali byłam na spotkaniu grupowym z paniami psycholog. Rozmawialiśmy co nas ostatnio dobrego spotkało, co lubimy jeść i rysowaliśmy świnki:) Później czytały nam co oznaczają nasze świnki jeśli mają długi ogon itp. Dziś miałam też nowe ćwiczenia przed telewizorem, gdzie było widać moją sylwetkę, a ja musiałam zbierać wirtualne bierki, ubrać kapelusz, poruszać dłońmi tam gdzie były pokazane piłki. Fajne ćwiczenia, tylko początkowo szło mi średnio, bo bardzo kręciło mi się w głowie i bark strasznie bolał.

22.02

Dzień jak co dzień, rano budzenie na leki, zastrzyki, później ćwiczenia, odwiedziny narzeczonego i wspólne oglądanie z pacjentami Idola.

23.02

Dziś tłusty czwartek. Nigdy w życiu nie zjadłam tylu pączków. Dziś przez cały dzień zjadłam aż 4. Rodzice przywieźli cały karton, żebyśmy mieli co schrupać oglądając tvika. Początkowo moja waga spadła z 57 na 49 kg. Pewnie po takich kaloriach poszła w górę, zważę się w któryś dzień, jak nie zapomnę.

24.02

Dziś znowu dostałam kroplówkę i troszkę mi się znowu wszystko miesza. Nie wiem już czy to moja wyobraźnia czy wszystko dzieje się naprawdę. Jeszcze po weekendzie mam dostać serię tej kroplówki do piątku włącznie.Dziś na ćwiczeniach pracowałam z ciężarkiem i już mi tak mocno ręka nie drżała, udało mi się też leżeć na prawym boku. Miałam spróbować zrobić pompkę, ale okazało się to dla mnie za ciężkie i obaliłam się na materac. Totalnie nie miałam siły się utrzymać na rękach. Po ćwiczeniach poszłam znowu spać, bo byłam senna. Była mama mojego narzeczonego z jego siostrą, ale niewiele z tego kojarzę.

25.02

Rano tradycyjna pobudka na mierzenie ciśnienia i na leki i zastrzyki. O 9 miałam ćwiczenia z moją rehabilitantką i z moją współlokatorką. Później przyjechała moja Mama z siostrą. Obiecały mi, że niedługo mnie stąd zabiorą. Doczekać się już nie mogę tego momentu. W końcu poczuję się bezpieczna w swoim domku. Oglądałam skoki z innymi pacjentami. Dziś mam mega doła, bo bardzo chcę już stąd wyjść, ale jeszcze tydzień mam dostawać tą kroplówkę, a podobno tych serii nie można przerywać.

26.02

Spałam do 11:00. Dziś śniadanie było nawet ok, była jajecznica i kaszka manna na mleku. Później przyjechali moi Rodzice i narzeczony i bardzo ich prosiłam żeby jutro porozmawiali z moim lekarzem o moim wyjściu. Tak bardzo chce już stąd wyjść, że nie mogę o niczym innym myśleć.Zastanawiałam się już czy nie iść łapać stopa. Jest mi obojętne jak wyglądam, liczy się dla mnie to żeby w końcu  stąd wyjść. Wszystko mnie tu już drażni. Co niektóre pacjentki siedzą w sali tv i oglądają non stop „Szpital”- kurde nie wytrzymuję tego, jak można w szpitalu oglądać takie gówno…..???Nie lepiej obejrzeć jakiś kabaret a nie dodatkowo się dobijać.