27.02

Dziś udało mi się pojeździć na rowerku stacjonarnym na obciążeniu 10 przez 4 minuty, kolejne 6 min. pokonałam z obciążeniem 7:)Nockę dziś nie przespałam, bo stresowałam się, że znowu będą mnie kuli do wenflonu. Poza tym wyszło mi uczulenie na buzi i tak się tym zestresowałam , bo początkowo myślałam że to trądzik. Jakiś lekarz mnie osłuchał bo go poprosiła, bo cały czas ostatnio kaszle. Oczywiście najpierw musiałam wysłuchać dlaczego zgłaszam dopiero teraz, że coś mi wyszło na twarzy, bo on musi iść do drugiej pracy i że jak chodził na obchodzie to mnie ani razu nie było w pokoju. To mu powiedziałam zgodnie z prawdą, że nie lubię leżeć. Przeprosiłam go i z całego zamieszania rypnęłam do niego tekstem „przepraszam panie lekarzu” :)Zresztą te obchody też bywały troszkę bez sensu bo często nie wiedziałyśmy kiedy lekarze będą na obchodzie. Lekarz dał mi na to uczulenie jakąś tabletkę. Posmarowałam sobie buzię tormentiolem, bo lekarz się zgodził, a Rodzice mi przywieźli oraz kupili mi syrop na kaszel. Dziś wyszłam z narzeczonym pierwszy raz na dwór.  Był to mój pierwszy spacer od 19.12….wzruszyłam się mega, poryczałam się z radości, taka zwyczajna rzecz której nie doceniamy zabiegani w naszej codzienności. Tak miło było poczuć świeże powietrze, wiatr na buzi i być po prostu poza murem. Byłam w pokoju u narzeczonego w którym nocuje zaraz koło szpitala, wypiliśmy sobie harbacię, porobiliśmy zdjęcia. Z moją kochaną współlokatorką obejrzałam dziś „Drugą szansę” i udało mi się zasnąć.

28.02

Moja rehabilitantka się rozchorowała więc mam pozmieniane troszkę godziny ćwiczeń. Dziś nawet sporo także dzień zapowiada się intensywnie bo ćwiczenia mam na 9:30 i 12:30, później o 14:30 grupowe. Rodzice przyjadą dziś i przywiozą mi makaron po bolońsku 🙂 Później idę z narzeczonym i Panem Witkiem (pacjentem) na kawkę do baru zaraz przy szpitalu, a o 16 mam spotkanie grupowe z paniami psycholog.

01.03

Była dziś u mnie p.Dąbrowska lekarka która mnie prowadzi. Podłamała mnie ta rozmowa, gadanie jak do ściany, niby mówi że mnie rozumie że chce wyjść a swoje wałkuje , że jest u mnie jeszcze co robić i że mam o tym myśleć, bo to jest nie ważne czy wyjdę za tydzień, miesiąc czy za półtora…bardzo pocieszające i motywujące:( Powinni mieć szkolenia z rozmów z pacjentami bo tylko się zdenerwowałam. I tak się teraz mega angażuję, ćwiczę ile tylko daję radę, ale mam wrażenie że im bardziej jestem grzeczna, usłuchana, tym bardziej czuję się traktowana jak „łatwy zarobek”. Nikt z personelu nie musi już za wiele przy mnie robić, z toalety korzystam sama, przy myciu pomagają mi najbliżsi, jeśli leżę to zazwyczaj koloruje, albo przeglądam gazety, albo siedzę w sali tv, rozmawiam z pacjentami, gramy w gry, układamy puzzle albo coś oglądamy. Dziś był też narzeczony, przyniósł mi owsiankę, na którą bardzo się ucieszyłam. W takich momentach jeszcze bardziej doceniam to , że mam takich bliskich którzy tak o mnie dbają i mnie wspierają. Żal mi pacjentów których nikt nie odwiedza:( Mam nadzieję, że uczulenie mi zejdzie i pokonam przeziębienie i kaszel.Wczoraj na zajęciach poznałam nową pacjentkę panią Kasię, która uczy fizyki i matematyki. Ucieszyło mnie to , że zapamiętała że lubię się przytulać i dziś na wstępie się przytuliłyśmy:) Bardzo doceniam takie momenty. Dobrze, że są na świecie jeszcze tacy ludzie, doceniam takie gesty. Wczoraj też na zajęciach z paniami psycholog wspomniałam, że lekarza który mnie przyjmował traktuję jak anioła stróża po tym co powiedział że cuda się zdarzają. W gorszych momentach często myślę o tej chwili. Od jakiegoś czasu mówię, że zamiast iść na rehabilitację idę na trening personalny- samo tak jakoś wyszło, że zaczęłam tak mówić.Rozmawiałam z dyżurną, niestety mam rozmawiać z ordynatorką odnośnie mojego terminu wyjścia. Później mogłam pomóc Panu Kaziowi, odwiozłam go do jego pokoju, a później odprowadziłam Panią Kazie do pokoju bo też mnie o to poprosiła. Fajnie poczuć się potrzebną.