21.03-27.03

W tym tygodniu  odwiedziła mnie siostra z siostrzeńcem. Młody miał robione badania w Poznaniu. Pielęgniarka kuła go 6 razy bo nie mogła żyły znaleźć. Od razu przypomniał mi się mój ostatni szpital- tam też byłam kuta po kilka razy bo słyszałam, że albo nie mogą znaleźć żył albo że mam jakieś takie cienkie i poskręcane żyłki:) naprawdę?! masakra jakaś, kiedyś przechodziłam różnego typu badania i nigdy nie było problemów z pobraniem krwi. Od czasu pobytu w szpitalu zaczęłam się bać pobierania. Wracając do mojego siostrzeńca- opowiedział mi, że się stresował i zaczął zadawać pytania, na co pielęgniarka wyjechała do niego z tekstem „połóż już ten łeb”. Jak to usłyszałam to myślałam że wyjdę z siebie. Dobrze że mnie tam nie było bo bym jej łeb położyła… jak można powiedzieć w ten sposób do dziecka 11 letniego?

tak wyglądała moja ręka po wbiciu wenflonu…:(

Byłam z narzeczonym u mojego adwokata. Rozmawialiśmy o planach na przyszłość które ten wypadek „zatrzymał”. Planowaliśmy ślub, zaczęłam już wyszukiwać sobie sukienki ślubne które miałam zamiar przymierzyć, wyszukaliśmy sale ślubne które chcieliśmy pooglądać, pisałam do urzędu cywilnego ponieważ chcieliśmy brać ślub cywilny, planowałam kupno auta, kolejny kurs fotografii ( część 1 zrobiłam chwilę przed wypadkiem), kurs hiszpańskiego, studia np. germanistyczne lub pedagogiczne. A wypadek na jakiś czas „odebrał” mi/nam te plany. Wtedy dopiero zrozumiałam jak wiele miałam zaplanowane. Bardzo lubię planować. Teraz wiem, że trzeba żyć tu i teraz, cieszyć się każdą chwilą bo „nie znamy dnia ani godziny”. Wieczorkiem porobiłam sudoku.

W kolejny dniu byliśmy u lekarza rodzinnego. Podpytywałam o ciążę, którą naturalnie też planowałam. Niestety usłyszałam, że z tym muszę po takim wypadku poczekać 1 rok- 2 lat. Był to dla mnie cios….choć wiem, że muszę poczekać dla bezpieczeństwa dziecka. Później odwiedziły mnie koleżanki z pracy:) Miło mnie zaskoczyły, gdy powiedziały że szefostwo z Niemiec codziennie się o mnie dopytuje. Ludzie z naszego oddziału też się podpytywali, niektórzy napisali parę miłych słów.

Po wypadku zaczęłam częściej chodzić do Kościoła. Czułam potrzebę żeby iść i pomodlić się w ciszy. Unikałam mszy, bo przerażało mnie że jest czasem tyle ludzi. W tym miejscu czułam się bezpiecznie.

Następnego dnia byłam u mojej neuropsycholog. Namęczyłam się dziś  przy zadaniach. Miałam np. pełno cyfr jedna przy drugiej i miałam podkreślić te które dają sumę 11. Miałam zapamiętać 15 wyrazów i je powtórzyć. Miałam narysować odbicie lustrzane figur które widziałam na rysunku. Choć najtrudniejsze było dla mnie zadanie gdzie miałam podać 3 zastosowania widelca (oprócz jedzenia), następnie guzika, nitki i ziemniaka. Później byliśmy na odwiedzinach u mojej współlokatorki e szpitala:) Powspominałyśmy pobyt w szpitalu i pogadałyśmy o tym jak trudno było nam się odnaleźć po tym wszystkim w rzeczywistości. Później byłam w przychodni Enel-Med i zapisałam się do 7 lekarzy na kontrole. Jeszcze nigdy nie musiałam odwiedzać tylu lekarzy. Każda wizyta wywoływała u mnie lęk, że coś wykryją, coś może wyjdzie dopiero teraz, kalendarz miałam każdego dnia powypełniany wizytami u lekarzy.