28.03-08.04

Byłam na rehabilitacji na osiedlu Lecha. Byliśmy w Koziegłowach u mamy narzeczonego. Mam odrealnienie. Wtedy nie mam ochoty z nikim rozmawiać, zazwyczaj patrzę się w jeden punkt, mam pusty wzrok, jestem ciągle bardzo senna. Także zdrzemnęłam się. Po powrocie do domu znowu położyłam się spać. Po południu byłam u ginekologa porobić badania, ponieważ jeszcze od czasu wypadku nie wróciła mi miesiączka, więc się stresuję czy wszystko jest w porządku. Marzę o dzieciach…kiedyś, na razie wiem, że nie mogę, jestem zbyt słaba psychicznie, muszę brać leki. Następnie pojechałam z narzeczonym do ortopedy. Początkowo powiedział, że mam leżeć i nie ćwiczyć. Bardzo się zdziwiliśmy ponieważ wszędzie tzn. w każdym szpitalu miałam ćwiczenia rehabilitacyjne i po nich czułam się lepiej. Także powiedziałam o tym lekarzowi i o dziwo zmienił zdanie. Zalecił też krioterapię.  Po badaniach gdy wróciliśmy do domu znowu poszłam spać. Ostatniego lekarza miałam o 19:45. Kiedy wróciliśmy do domu oczywiście położyłam się i mimo, że w ciągu dnia non stop spałam, przespałam bez problemu całą noc. Tak jest gdy mam odrealnienia.

Następnego dnia byłam u neurologa, badał mnie długo, zlecił rezonans głowy oraz badanie krwi. Strasznie się tego wystraszyłam. Każda wizyta i skierowanie napawa mnie lękiem. Boję się, że coś wykryją nowego. Tego dnia byłam po raz pierwszy sama wynieść śmieci. Sama! Jery taka prosta czynność a tak się cieszyłam. Miałam przy sobie oczywiście komórkę żeby w razie czego dzwonić do narzeczonego gdybym poczuła za duży lęk lub gdyby coś się działo niepokojącego.   Narzeczony zabrał mnie na 3  dni nad morze żebym troszkę się oderwała od myśli związanych z wypadkiem i lekarzami. Gdy zobaczyłam morze, popłakałam się jakbym widziała je po raz pierwszy. Podziękowałam Bogu, że mogę je znowu oglądać. Następnego dnia zaczepił nas jakiś bezdomny pan, zabraliśmy go na ciepłą zupkę. Był bardzo sympatyczny. W życiu powinno się pomagać, dobro wraca i nigdy nie wiadomo co nas w życiu spotka. Zresztą nigdy nie wiadomo co też daną osobę spotkało, że stała się osobą bezdomną. Po powrocie do Poznania znowu poszłam spać. Tak wyglądają zazwyczaj moje dni na odrealnieniu głównie spanie, ewentualnie coś zjem, nie chce nigdzie wychodzić, chce tylko spać.

Następnego dnia byliśmy u psychiatry.  Teraz mam brać Mozarin. Potwierdziło się, że cierpię na PTSDzespół stresu pourazowego po wypadku. Mam dużo spać (z czym póki co nie mam problemu) i usłyszeliśmy, że na pokonanie tego stanu potrzeba kilku miesięcy a nie tygodni. Później byłam jeszcze u 3 lekarzy na badaniach i kontroli. Tradycyjnie pielęgniarka nie trafiła w żyłę i znowu byłam kuta po raz drugi. Po tym wszystkim poszłam spać w domciu.

Pod koniec tygodnia byliśmy w szpitalu Degi na rezonansie magnetycznym. Badanie trwało ok.30 minut. Pan Łukasz który przeprowadzał badanie zaproponował żeby narzeczony wszedł i trzymał mnie za rękę. Poczułam ulgę. Dostałam nauszniki, w tej całej rurze było bardzo głośno i klaustrofobicznie. Cały czas miałam zamknięte oczy i liczyłam w myślach po niemiecku. Później jeszcze wbito mi wenflon i podano kontrast. Po całym badaniu musiałam odespać i od 13- 15:00 spałam, a później byliśmy w Kościele.

Czy ktoś z Was kochani przeżył odrealnienie? Napiszcie proszę jak się wtedy zachowywaliście i czy też tak spaliście całymi dniami?