29.04- 12.05

Znów dopadło mnie odrealnienie także przesypiam praktycznie całe dnie i nocki.Zazwyczaj budzę się żeby coś zjeść lub się wykąpać a następnie znowu zmykam do łóżka….przez ten czas jestem totalnie wyłączona, nie rozmawiam, ciągle jestem senna. Nie wiem jaki jest dzień, jak słyszę jakąś piosenkę w radiu wydaje mi się, że ją znam ale brzmi jakoś inaczej niż ją kojarzę. Tak samo mam ze smakiem, ciągle wydaje mi się że wszystko smakuje inaczej jak pamiętam lub zupełnie nie czuję smaku, nawet krojąc cebulę nie łzawią mi oczy, mogę jeść ostre dania bo nie czuję ostrości. Dziwne jest to uczucie. Oglądałam Idola ale oczywiście przysnęłam na końcówce. Niestety mój faworyt Adam Kalinowski odpadł: Ale trzymam za niego kciuki, z takim głosem mam nadzieję, że jeszcze kiedyś go będę mogła posłuchać:)

W tygodniu jeżdżę z Rodzicami na Mogileńską na rehabilitację, a tak to ciągle się. Pewnie za chwilę minie mi odrealnienie bo trzyma mnie już 6 dzień. Poprosiłam Rodziców żeby odwieźli mnie do Poznania na nocki, bo ostatnio jestem taka strachliwa, że w nocy przestraszyłam się nawet telefonu który piszczał bo się rozładowywał.

7.05 byliśmy pokibicować na biegach na Malcie. Kiedyś też chciałabym pobiec, niestety troszkę czasu muszę mieć na odbudowanie formy.

Poza tym byłam w Pro-Familia u Pani chirurg na wyciągnięciu szwa z szyi. Troszkę bolało choć oczywiście było na znieczuleniu ale no niestety szew był troszkę długo i pozaplątywał się z leksza. Popłakałam się, bo poczułam się jakbym znowu była w szpitalu. Na szczęście Pani chirurg była bardzo miła, przytuliła mnie, więc się uspokoiłam. Później byłam z Rodzicami na rehabilitacji, dziś miałam masaż. Następnie wizyta u adwokata a na koniec dnia deser z narzeczonym. Byłam też w tym tygodniu u Pani psycholog Alicji Bezmienow. Pocieszyła mnie, że moje odrealnienia są normalne, że są dla mnie jakby szansą na zatrzymanie się i spojrzenie na tu i teraz, bo wcześniej ciągle byłam w biegu, bo to do pracy, to kursy, siłowania itp. Porównała to do jazdy szybkim pociągiem, gdzie nic się nie zauważa przez okno, może teraz jadę wolniejszą kolejką i dzięki temu mam szansę zauważyć to czego wcześniej nie widziałam. Usłyszałam też, że życie trzeba przeżywać, a nie udawać np. jeśli chce mi się płakać mam płakać a nie udawać, że nic się nie dzieje. Było to bardzo pomocne. Rzeczywiście pewnie też od czasu do czasu tak miewacie kochani, że robicie dobrą minę do złej gry. Tu i teraz jest bardzo ważne w naszej codzienności bo mam na nią wpływ, przeszłości nie zmienimy, a na przyszłość całkowitego wpływu nie mamy. To, że przeżyłam ten wypadek pozwoliło mi zrozumieć, że jestem śmiertelna, jak każdy z nas i każdy z nas się czegoś boi i jest to normalne. Każdy sobie z tymi lękami inaczej radzi, jedni popadają w nałogi, ja chodzę do lekarzy i szukam wsparcia. Jest to siła, ponieważ niestety nie każdy pójdzie do psychologa, z obawy co pomyślą sobie o nim inni. Przyznaję, że też czasami miałam ochotę po prostu się upić i zapomnieć, ale rozsądek mi na to nie pozwalał. Stwierdziłam, że będę walczyła tak długo jak tylko będę musiała o powrót do „normalności”. Jeśli borykacie się z jakimś problemem, naprawdę warto iść do lekarza, porozmawiać o tym, a nie popadać w nałogi. Mało ważne jest wówczas co powie otoczenie, czy będzie się śmiało lub się odsunie, w powiedzeniu „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie” jest dużo prawdy. Ja na moich przyjaciółkach się nie zawiodłam, za co dziękuję Wam Mali i Kasiula:*:) Poza tym chodzenie na terapię traktuję jako walkę o samą siebie a nie wstyd.