19.06-04.07

Tej nocki poszłam późno spać bo robiłam kolorowanki dla pacjentów ze szpitala których jadę odwiedzić niebawem. Mi osobiście bardzo pomagały różnego rodzaju kolorowanki, ponieważ nie mogłam skupić wzroku na czytaniu:( tylko przeglądałam gazety, a kolorowanki zajmowały mi czas i odstresowywały:) Byłam sama w Kościele, także pokonuję coraz większe dystanse.  Byłam też u ginekologa na badaniu. Zobaczyłam po raz pierwszy owulację na monitorze, piękny widok i nadzieja, że kiedyś będę mogła zostać mamą:) Byłam też w Zusie na komisji w sprawie wyjazdu do sanatorium. Stresowałam się bardzo bo nigdy nie wiadomo na kogo się trafi. Facet był niestety mało komunikatywny i jeszcze zapytał mnie dlaczego chce jechać do sanatorium, pierwsze co pomyślałam to ” na urlop k***”, ale ugryzłam się w jęzor i odpowiedziałam, że bark jeszcze boli i wymaga rehabilitacji.  Do dziś nie otrzymałam też odpowiedzi od 2 psychiatrów behawioralnych do których napisałam w sprawie terapii, choć wiem że maile doszły bo dostałam powiadomienie odczytu, zastanawiam się tylko po co podają do siebie namiary jak nawet odpisać nie potrafią. Ale może tak miało być…. Byłam u Jagny- mojej pani neuropsycholog i dziś udało mi się zapamiętać 15 słów 2 członowych:) Podenerwowałam się jeszcze sprawą sądową, a później w domu poćwiczyłam ok. 45 minut. Dowiedziałam się też o śmierci koleżanki którą poznałam przed wypadkiem, cudowna kobieta, piękna, uśmiechnięta, serdeczna, jeszcze pisałam z nią 4.06 i nie dopuszczałam myśli, że umrze. Aguś spoczywaj w spokoju kochana[*]., kiedyś się spotkamy ponownie.

Następnego dnia byłam na rehabilitacji, dziś rehabilitant Sebek wymasował mi bark mocno, bolało ale dałam radę, później przejechałam jeszcze 15 min. na rowerku. Od księdza usłyszałam , że każdy z nas się buntuje gdy ktoś umiera, ale że ten bunt niestety nic nie zmieni i  że tak jest w życie wpisane, że wszystko co żyje umiera. Podał dobre porównanie, że gdy umiera ktoś bliski to normalny jest nas żal bo tęsknimy i wiemy że już nie wróci. Natomiast gdy np. wysyłamy dziecko na wycieczkę też tęsknimy ale wiemy że wróci.

Udało mi się zasnąć bez tabletki nasennej, ale obudziłam się już o 3 i nie mogłam zasnąć więc czytałam książkę.

Kolejnego dnia, gdy jechałam sama do psychologa byłam świadkiem wypadku, 2 auta się zderzyły, na szczęście nic nikomu się nie stało. Ale poczułam ogromny lęk. Jest to jeszcze ciężkie dla mnie do okiełznania, ale cieszę się gdy mimo takich zdarzeń uda mi się nie zawrócić do domu tylko brnąć dalej. Byłam z Tatą i Maciejem (znajomy ze szpitala) w Piaskach odwiedzić rehabilitantów oraz pacjentów.  Aż mi się nie chciało wierzyć, że niedawno jeszcze sama tam leżałam.

29.06 przyszło kolejne odrealnienie:( Lekarz rodzinny „testuje” moją pamięć i stawia przede mną wyzwania:) najpierw był nr pesel do nauczenia i nr dowodu a teraz na kolejny raz mam się nauczyć liczby  π do 13 liczb po przecinku. Poza tym jak to na odrealnieniu ciągle śpię.Na  początku lipca Rodzice zabrali mnie do Łeby. Spakowałam się, ale przez odrealnienie nie mogłam w to uwierzyć, że naprawdę gdziekolwiek jadę. Na szczęście po drodze odrealnienie puściło, także łącznie trzymało mnie 5 dni. Gdy zobaczyłam morze popłakałam się oczywiście ze wzruszenia, że jest mi dane aby raz jeszcze móc to wszystko widzieć, słonko, morze, mewy, spędzić ten czas z Rodzicami, cieszyć się tym wszystkim.