26.07-30.07

Dzień przesłuchania- 26.07

Rano pojechałam z narzeczonym i Rodzicami do kancelarii a następnie poszliśmy do sądu na moje przesłuchanie. Początkowo czułam się w porządku, ale gdy tylko przeszłam przez bramkę puściły mi nerwy. Rozpłakałam się totalnie. Musiałam czekać na korytarzu przed salą rozpraw. Naprzeciwko mnie siedziały jakieś 3 dziewczyny, bardzo miłe, jedna cały czas miło się do mnie uśmiechała. Nie wiedziałam kim są. Później podeszła do mnie jakaś psycholog. Starała się mnie uspokoić i jednocześnie wypytywała o wszystko. Weszłam na salę z Rodzinką. Na szczęście pani sędzia była bardzo miła pozwoliła mi siedzieć przy moich bliskich i starała się żebym nie czuła się niekomfortowo. Obok mnie siedziała wraz z obrońcą moja imienniczka która tego dnia również została potrącona przez tego kierowcę na szczęście doznała mniejszego uszczerbku na zdrowiu. Najgorsze było gdy powiedziałam, że przez całe zajście stałam się silniejsza. Obrońca sprawcy to podchwycił i starał się wydusić ode mnie lub kogokolwiek że może przed wypadkiem byłam osobą o słabej psychice i musiałam już korzystać z terapii u psychologa. Palant. Byłam zawsze osobą wrażliwą, ale to nie znaczy że musiałam korzystać z pomocy psychologa, zawsze sama radziłam sobie z problemami i dopiero po wypadku się załamałam na tyle że pomoc psychologa była po prostu konieczna. Ludzie, w jakim my świecie żyjemy? Jestem ofiarą a nie sprawcą. Niektórzy nawet jak leżysz będą chcieli cię skopać. Gdy sprawa się zakończyła wyszłam totalnie  podłamana i wykończona, kosztowało mnie to mnóstwo nerwów, rozryczałam się na głos. Jak widać tak mnie to kuźwa wzmocniło……Poza tym zawsze się powtarza     „ co mnie nie zabije to mnie wzmocni” a ja od czasu wypadku powtarzam to sobie jak mantrę. Później na ukojenie nerwów rodzinka zabrała mnie na kawkę, żebym mogła dojść do siebie. Nie poradziłabym sobie bez nich. Bardzo doceniam, że byli wtedy ze mną.  Dowiedziałam się, że te dziewczyny co czekały ze mną na korytarzu to były świadkowie z tego wypadku oraz córka jednego z kierowców. Widziałam tego taksówkarza jak opuszczał salę rozpraw- odebrałam go jako okropnego, gbura….drugi kierowca podobno kazał mnie przeprosić i podobno na przesłuchaniu również bardzo puściły mu nerwy i się biedak popłakał. Bardzo mi się zrobiło go szkoda. Czy słusznie? Nie wiem, mam miękkie serce i wierzę/wiem, że nie zrobił przecież tego celowo. Na przesłuchaniu, Mama cały czas trzymała mnie za rękę, a mój Tata i narzeczony wspierali nas siedząc za nami. Po tym wszystkim narzeczony zabrał mnie do Sarbinowa, gdzie był jego brat z dziewczyną. Poza tym  wkurzyłam się bardzo bo psycholog która przed salą rozpraw niby mnie pocieszała, wypytywała moich Rodziców, mnie, narzeczonego, okazało się że ma w tym swój cel i ma napisać o mnie opinię, podła sztuka. Postanowienie z mojej strony: NIE UFAĆ NIKOMU!! W Sarbinowie było super, udało się przez tą chwilkę zapomnieć o tym wszystkim.  Jak zawsze koncentrowałam się na fotografii, pomaga mi to się relaksować i przestać rozmyślać. Po powrocie do Poznania zrezygnowałam z mojej psycholog Aśki. Nie umiem jej już zaufać, bo gdy zapytałam ją czy zna program Trakt, powiedziała że owszem i dodała żebym podała im jej nr certyfikatu bo pewnie się już tam nie dostanę i że mogę spróbować tam się dostać po terapiach jakie zakończę u niej. Wtedy zaczęłam rozmyślać czy chodzi o mnie czy jednak o pieniądze? Bo jakby nie było: spotkania u niej trwały 1 h, kosztowały 150 zł, a w Trakcie nie dość że mnie nie kosztowałoby to nic to jeszcze spotkanie trwałoby 1,5h. Zresztą na logikę nawet, powiedziała że pewnie teraz się nie dostanę ale po terapiach u niej mogę spróbować….dziadostwo. Jak tu ufać ludziom? To człowiek człowiekowi zadaje najwięcej bólu. Straciłam całkowicie zaufanie, jestem rozbita już totalnie.