22.11-29.12

 

Wstaliśmy ok.4:30 i wyruszyliśmy w drogę do Stegny do sanatorium. Droga mijała ok. Poszliśmy na dorsza z frytkami i surówką- było pyszne JNastępnie skoczyliśmy na plażę. Całą drogę jak i w Stegnie padał śnieg z deszczem. Oczywiście popłakałam się na pożegnanie z narzeczonym, tyle czasu znowu bez niego. Dostałam pokój na parterze, jutro ma dojść współlokatorka. Jest balkon i TV. Początkowo ciężko jak się nikogo nie zna, ale zrobiłam inke i poszłam poczytać książkę na korytarz. Później zrobiłam zwiad na gpisie w poszukiwaniu bankomatu, przy okazji trafiłam od razu na biedronkę, więc kupiłam orzeszki w karmelu, banany, Pesto, bułki i śledziki. Wieczorem obejrzałam meczyk Juwentus/Barcelona. Na drugi dzień dostałam rozpiskę dotyczącą pory jedzenia, jestem w drugiej turze, śniadania mam o 9, obiady o 14 a kolacje o 18:30 więc jak dla mnie idealnie. Po  śniadaniu byłam na plaży porobić fotki, dziś jest pięknie, słonecznie, troszkę ludzi się nawet kręciło. Byłam w Barze Bosmańskim po halibuta. Jak wróciłam czekała na mnie już moja współlokatorka Asia. Wydaje się całkiem wporządkuJ Byłam na spotkaniu u lekarza, był zdziwiony że taka „młoda” osoba jest w sanatorium, pokazałam dokumenty to już zrozumiał o co chodzi. Zapisał basen, krioterapię, okłady borowinowe i jakieś zabiegi z prądem. Wieczór spędziłam ze współlokatorką w pokoju na pogaduszkach. Kolejne dni przebiegały podobnie, zabiegi, jedzenie, odwiedziny w kawiarence która jest w sanatorium. Przebiegłam też po raz pierwszy po wypadku 3 km w 24 minutyJKurcze fajnie móc znów biecJ Pokój obok nas mamy fajnych zabawnych sąsiadów Jurka i Jacka. Grałam z kolegą w billarda i ping ponga. Później byliśmy potańczyć z nowymi znajomymi w kawiarence, wypiłam 2 piwka bezalkoholowe. Impreza trwała do 22. Następnego dnia byłam z Asią, Ewką, Sabinką, Jurkiem i Jackiem na rybce na mieście. Bardzo dobre jedzonko jest w Zielonej Tawernie.

AdresKościuszki 8, 82-103 Stegna

Codziennie robię drzemki, bo jestem ciągle senna. Znajomi namówili mnie na karaoke w kawiarence sanatoryjnej i nawet sobie chwilę pośpiewałam J 06.12 obejrzałam meczyk Borussia Dortmund – Real Madryt. Real wygrał 3:2. Po meczu poszłam spać żeby w miarę jakoś wstać na następny dzień J

Następnego dnia odpuściłam śniadanko bo byłam za bardzo senna, ale  moi kochani znajomi przynieśli mi śniadanko do pokoju, miło mi się zrobiło że pomyśleliJ Na ćwiczeniach z taśmami oczywiście pękła mi taśma i się śmialiśmy że tak niepozornie wyglądam a taśmę rozwalam ( już kiedyś na siłowni w Poznaniu  też mi pękła ). Jednego wieczoru było przecudnie bo padał śnieg, więc po imprezce pobyłam chwilkę jeszcze na dworze, żeby nacieszyć się tym widoczkiem. Jednego dnia były też morsy, mieli fajne przebranka, była super wesoła atmosfera, porobiłam fotki. Obecnie ważę 64,45 kg. Na jednym z wieczorków tanecznych poznałam mojego przyszywanego Dziadka Mareczka. Bardzo miły, super opowiadał o żonie Grażynce- chciałabym żeby kiedyś jakiś mężczyzna z taką miłością opowiadał o mnie.

14.12

Moja zwariowana ekipa zrobiła mi wieczór panieńskiJ Był to niesamowity wieczór, dużo śmiechu, zabawy, tańce, wygłupy. Zasnęłam bardzo dobrze, nawet bez tabletki nasennej. Idzie się przywiązać do ludzi po takim czasie- 3 tygodnie. Pożegnanie było oczywiście łzawe. Ok. 13 przyjechał po mnie narzeczony, byliśmy w Zielonej Tawernie. Ok. 18:40 dojechaliśmy do Poznania.

19.12.2017- ROCZNICA         

Wstałam po 6. Na 8 jechałam na rehabilitację do Wojtka. Fajnie było go zobaczyć po takim czasie. Później ubierałam z narzeczonym choinkę, przynajmniej choć troszkę mogliśmy poczuć święta. Później przyjechał po mnie Tata. Bardzo się tego dnia obawiałam, bałam się gdziekolwiek wyjść. Wiem, że wszystko siedzi w głowie, powtarzałam sobie że nic mi się nie stanie, że to już przeszłość, ale lęk towarzyszył mi cały dzień. Wspominałam cały rok po tym zdarzeniu, ile różnych rzeczy w międzyczasie doświadczyłam. Mogło mnie tu już nie być….może to zabrzmi głupio, trudno, ta myśl często do mnie wraca i pewnie często będzie wracała do mnie w ten dzień. Rok temu zdarzył się wypadek który zmienił całkowicie moje życie i moich bliskich. Uświadomił mnie jak życie jest ulotne i że nie należy przejmować się drobiazgami, a naprawdę dostrzegać każdy dzień jako cud. W ten dzień usłyszałam też że zmarł mój wujek Józiu, który był w tym samym szpitalu co ja początkowo. Myślałam, że jeszcze uda mi się go zobaczyć..był taki fajny, zapamiętam jego miły uśmiech. 21.12 byliśmy an pogrzebie wujka. Miał glejaka, walczył, ale kurcze nie udało się LBardzo nam wszystkim go szkoda, bo był bardzo dobrym człowiekiem, eleganckim, uśmiechniętym. W Gwiazdkę powspominaliśmy jak poprzednie Święta leżałam śpiączce. Nie wiem czy czas uleczy te rany. Troszkę na pewno one zbledną, ale odcisnęły się bardzo w życiu. Póki co bardzo jest  ciężko gdy to wszystko wspominam/y. Smutno mi że nadal z narzeczonym spędzamy święta osobnoL Jeszcze przykro mi było jak opowiadałam u jego rodziny, że w sanatorium zrobili mi wieczorek panieński, i padło pytanie „ a po co” na co mój narzeczony powiedział że wychodzę za mąż, padło kolejne pytanie „za kogo”, odpowiedziałam „ jest kilku chętnych”. Poczułam mega wielki smutek, myślałam, że to wszystko nas bardziej scali, zbliży…tak bardzo chcę ślub i dziecko….:(