30.06

W nocy nie mogłam spać bo już stresowałam się przeprowadzką. Zasnęłam ok. 2, wstałam po 8, bo jechałam na ślub Syluni i Tomka.

Co się stało…..rozpadł mi się związek, po 8 latach, 3 latach narzeczeństwa.

Nie chciałam poruszać tego tematu tutaj, jest to dla mnie bardzo osobisty temat , ale przecież taki jest cały ten blog. Przelanie tego wszystkiego tutaj sprawia mi nadal ból. Choć pisząc to jestem teraz w innym momencie swojego życia. Decyzję o rozstaniu podjęliśmy wspólnie. Po prostu coś się wypaliło, ja po wypadku bardzo się zmieniłam. Zaczęłam bardziej potrzebować przestrzeni dla siebie. Chciałam się bardziej koncentrować na moim  rozwoju, albo założyć już rodzinę i to nas poróżniłoL Każdy z nas chciał czegoś innego. Szykując się na ślub popłakałam się bo narzeczony zapinał mi sukienkę po raz ostatni i po raz ostatni usłyszałam od niego że ładnie wyglądam. Ostatnio tak dobrze się zaczęliśmy dogadywać, chodziliśmy na kolacje, nie sprzeczaliśmy się. Mam bitwę myśli, czy dobrze robimy, czy nie powinnam bardziej walczyć. Troszkę czuje się jak takie 0. Wyszłam z tego gównianego wypadku, z odrealnień, z PTSD, a utraciłam mężczyznę z którym myślałam że spędzę resztę życia.

Pakując się natrafiłam na płytę jaką zrobił mi na oświadczyny i wtedy serducho mi pękło, łzy się polały. Tak bardzo się boję, czy dam sobie radę, czy pokonam mój smutek, czy jeszcze mam szansę żeby ktoś mnie pokochał z wzajemnością. Rodzice przyjechali i pomogli mi przy przeprowadzce.

Na ślubie koleżanki też się oczywiście popłakałam, bo cieszę się jej szczęściem i tak bardzo chciałabym być na takim etapie.  Kolejnego dnia byłam na ognisku w Czerwonaku, było bardzo fajnie, ale myślami byłam gdzie indziej więc zwinęłam się ok. 20. Jeszcze obok naszego ogniska ktoś się oświadczył. Także jakby los chciał wytestować moją psychikę. Mieszanka uczuć i mnóstwo wspomnień. Wracając płakałam i najchętniej wróciłabym do „naszego” mieszkania, przytuliła go  i powiedziała dajmy sobie czas, ale co to właściwie miałoby znaczyć? 8 lat razem i ten czas nie wyklarował u nas sytuacji na tyle żeby wziąć ślub więc ile mielibyśmy to jeszcze ciągnąć?  Mam 33 lata, chcę w końcu założyć rodzinę. Wcale  nie czuję na razie ulgi, że się rozstaliśmy, bardziej wielki smutek i w pewnym sensie porażkę. Choć narzeczony mówi, że mi zazdrości bo nie widać nic po mnie, ale popłakałam się w głos. Boję się że już nie zaznam miłości. Czuję ogromny smutek i lęk.