19.12.18

minęły 2 lata od wypadku. Wydawało mi się, że już jestem stabilna, ale niestety myliłam się. Dzień przed, czyli 18.12 byłam już totalnie zestresowana, myśli krążyły mi już wokół wypadku, płakałam i jakoś nie mogłam dojść do siebie. Także wzięłam pierwszy raz od czasu odstawienia leków, tabletki uspokajające. Choć na logikę jak sobie wszystko tłumaczyłam żeby się uspokoić niby byłam świadoma, że przecież nie będzie powtórki sprzed 2 lat, ale jakoś nie udało mi się zapanować nad emocjami. Bałam się tego dnia okropnie, tym bardziej, że moja droga do pracy prowadzi tą drogą gdzie ten cały paskudny wypadek się zdarzył. Kurde wróciły wspomnienia pobytu w szpitalu, rehabilitacji, nauki ubierania się, problemu żeby w ogóle uruchomić rękę, spacery/ przejażdżki wózkiem w szpitalu, wspomnienia o byłym już narzeczonym. Ból straszny. 19.12 rano obudziłam się ale byłam tak senna po tej tabletce uspokajającej, że zdecydowałam, że zostanę w domu i większość dnia przespałam. Nie byłam tego dnia sama. Towarzyszył mi nowy chłopak, którego poznałam przez sympatię. Kolejnego dnia byłam na komisji lekarskiej oraz u mojego lekarza. Rozmawialiśmy o moim nastroju, ciągłym płaczu itp. i niestety muszę na nowo brać Zoloft, choć mniejszą dawkę, ale niestety powrót do leków okazał się koniecznością. Nie radzę sobie ostatnio z emocjami, za dużo wspomnień, wróciły lęki, niewiele rzeczy mnie cieszy, najchętniej spędziłabym cały dzień w łóżku….także niestety na koniec roku muszę ponownie brać leki.