Ostatnio dawno nic nie pisałam. Jest to związane z „lekką” depresją, która mnie dopadła.

Ciągle bym tylko spała- dobrze z jednej strony że pracuje przynajmniej mam motywacje do wstawania, choć jak nigdy budzik przesuwam po kilka razy:)

Staram się wrócić do aktywności, w poprzednim tygodniu, prawie codziennie byłam na siłowni, ten tydzień znowu niestety muszę sobie odpuścić siłownie, bo codziennie po pracy

Mam inne sprawy do załatwienia. Jutro jadę do Warszawy…Fajne miasto które bardzo lubię ale inaczej jedzie się dla przyjemności a inaczej z „przymusu”

Wyobraźcie sobie że w końcu zostałam wezwana na badanie przez biegłych!

Z tym, że nie rozumiem tego wszystkiego jak ofiarę wypadku drogowego, która jest niczemu niewinna targa się z Poznania do Warszawy!

Co najlepsze i też dla mnie nielogiczne, gdyby były to badania np. Jednodniowe przez kilku lekarzy, to nie nie…

Badania mam rozłożone na 2 dni i każdego dnia tylko przez jednego lekarza i to po godz. 16:00!

Poza tym jeszcze wizja tego, że to nie ostatnia wyprawa w tym celu, bo jeszcze czeka mnie 5 czy 6 lekarzy.

Tylko kiedy będą następne terminy i czy będzie to sensowniej zorganizowane to nie wiadomo.

Chciałabym móc zapomnieć o tym wszystkim, póki jednak ta sprawa się toczy chcąc czy nie chcąc muszę do tego wracać, opowiadać, czytać dokumentację.

Dobrze, że mam taką cudowną rodzinkę i znajomych którzy mnie wspierają, ale ile można??

Ostatnio mam już naprawdę dosyć.

Musiałam wrócić do psychologa, wrócić do leków żeby się ogarnąć.

Wczoraj dzwoniła do mnie też na kontrole Pani z Traktu z Warszawy pod których byłam opieką podczas przechodzenia PTSD.

Rozmawiałyśmy ok 20 min., pytała o samopoczucie o lęki, trudności. Bardzo pomogła mi rozmowa z nią i jej słowa, że tyle już przeszłam że teraz sobie poradzę z tym wszystkim

bo nauczyli mnie jak radzić sobie ze strasem, gdzie szukać pomocy itp.

Nie chce się nad sobą użalać nie o to mi tutaj chodzi.

Wkurza mnie tylko nasze prawo, są dokumenty ze szpitali, jest nagranie z wypadku. Ile jeszcze chcą mnie badać? Chcą teraz udowodnić, że „wszystko” się zagoiło? Ze nie poniosłam szkody?

Nikt nie patrzy na to ile pracy mnie to kosztowało, ile czasu rehabilitacji, ile bólu oraz w końcu ile musiałam znieść psychicznie- i nadal muszę.

Trzymajcie proszę kciuki żeby lekarze choć byli mili…bo to też zależy na jakiego człowieka się trafi.