Nie uwierzycie….bałagan związany z badaniami przez biegłych okazał się niesamowity. Pojechałam na wyznaczony termin specjalnie do Warszawy z Poznania! W dzień pierwszego badania, zameldowałam się u wyznaczonej pani okulistki i od tego się zaczęło. Pani zdziwiona że w ogóle się pojawiłam, powiedziała że otrzymała informację, że się nie zjawię. Pytam ją od kogo. Nie potrafiła podać nazwiska danej osoby, stwierdziła że zapewne był to mój adwokat. Także z nerwów najpierw polały się łzy. Następnie zadzwoniłam do mojego adwokata, okazało się, że on niczego nie odwoływał. Pani też jeszcze gdzieś przedzwoniła i powiedziała, że na drodze wyjątku może mnie dziś zbadać ale muszę poczekać, aż zbada pozostałych pacjentów zarejestrowanych na dany dzień. Oczywiście poczekałam.

Ciężko mi jednak było się uspokoić….Po badaniach powrót do hotelu i szybko zasnęłam bo byłam jakoś wykończona tym dniem.

Następnego dnia ciąg dalszy zamieszania. Po śniadaniu otrzymałam telefon od jakiejś Pani z tego całego instytutu biegłych. Powiedziała, że słyszała że stawiłam się wczoraj na badaniach i żebym w dniu dzisiejszym się nie stawiała, ponieważ sąd wycofał tych biegłych, z powodu zbyt wysokich kosztów. Wysłuchałam. Po telefonie nie mogłam opanować rozpaczy i złości. Straciłam 2 dni urlopu, sporo kasy na przejazd  do Warszawy i z powrotem do Poznania, na nocleg… tylko po to  żeby mieć zbadane dno oka i usłyszeć że na kolejne badania mam się nie stawiać. Powiem Wam że nie sądziłam że tak to się potoczy. Teraz znowu będę czekać aż znajdą się inni biegli którzy po 2 latach od wypadku mnie zbadają. Tylko dokąd znowu zostanę wysłana? No i kiedy? Mam już serdecznie tego dosyć. Są nagrania z wypadku, dokumenty ze szpitali, a sprawa się ciągnie 2 rok. Chciałabym móc zacząć normalnie żyć. Ale póki co czuję się nerwowo wykończona, psychika mi nawala totalnie, ciągle mam załamki psychiczne, ciągle potrafię spać ile tylko mogę, zmuszam się wręcz do wychodzenia z domu, do jakiejkolwiek aktywności. Choć najchętniej zamknęłabym się przed całym światem w domu. Pewnie póki ta sprawa będzie trwała ten stan jeszcze będzie się utrzymywał. Cóż….życie. Trzeba zakasać rękawy, i brnąć do przodu mimo wszystkim przeciwnością. Walczyć i się nie dać.