Mega dawno mnie tu nie było

Najpierw przerwa wiązała się z wyjazdem do sanatorium, a nastepnie po powrocie z załatwianiem formalności z przeprowadzką, ale uff to juz za mnąJ

Opiszę Wam może na początku mój pobyt w Sanatorium w Wieńcu-Zdrój.

Jechałam po moich urodzinach na początku czerwca takze termin wymarzony na odpoczynek i rehabilitację.

Początkowo przeraził mnie ogrom budynku, ale z dnia na dzień poznając budynek i ludzi podobało mi się coraz bardziej.

Rehabilitanci naprawdę świetni zwłaszcza Pani od tańca oraz Pani od śpiewu.

Pokoje moim zdaniem bardzo ładne, oczywiście z tv lub bez- zależy czy chce sie opłacić tv czy nie. Stwierdzam, że w sumie niepotrzebnie brałam pokój z tvikiem bo nie było czasu nic oglądać J jak już wracałam do pokoju to zazwyczaj padałam, a zabiegi zaczynały się od rana, w przerwach pomiędzy spacerowałam z nowymi znajomymi po pieknej okolicy albo piłam herbate lub kawę na balkonie obserwując ptaki których jest tam sporo J

Pod koniec wyjazdu nawet udało mi sie pójść na karaoke które sie tam odbywa i zaśpiewać, pograć w ping ponga, kregle i bilard.

Nawet z grupą znajomych ostatni dzień wykupiliśmy sobie jedzenie, jak to mówiliśmy „vipowskie” J i naprawdę się opłaciło, było przepyszneJ

Oczywiście zawsze znajdą się tacy którzy będą marudzili…

Juz pierwszego dnia kiedy piłam kawe z Rodzicami w restauracji w sanatorium jedna Pani naopowiadała mi „farmazonów”- generalnie wszystko było u niej na nie…..

Fakt dla starszych osób budynek jest bardzo duzy i mozna sie pogubic i trzeba nachodzić, ale napewno nie idzie się tam nudzić.

Jest siłownia zewnętrzna, jedzenie jest dobre, pokoje czyste, są kręgle, bilard, ping pong, karaoke, wieczorki taneczne, restauracja.

Takze naprawdę moim zdaniem jak ma się cały dzień zabiegi + pozna się fajnych ludzi to nie idzie sie nudzić J

Wyjeżdzało się z sanatorium ciężko, cisza jaka tam panuje i te lasy dookoła mnie urzekły.

Aż gdy usiadłam na balkonie w Poznaniu i ułyszałam budowę obok nie wytrzymałam i się popłakałam i to solidnie.

Może kogos to śmieszyć, kocham Poznań, kocham duże miasta, ale taka ucieczka od czasu do czasu kiedy nie mam jej na codzień potrafi zdziałać cuda.

Siedząc na balkonie zaraz wrócił i hałas i lęk, ale wytrzymałam i rzuciłam sie w wir pracy.

Później tradycyjnie były wizyty u lekarzy, psychologa.

Kolejnym wyzwaniem jakie sobie rzuciłam to  nauka hiszpańskiego- zapisałam się na zajęcia 2x w tyg.

Musze mieć napięty grafik inaczej za duzo rozmyślam i hmm albo jestem senna (bo to mi nie minęło) albo zaczynam sie wszystkiego bać.

a tak poza tym, sprawa w sądzie w dalszym ciągu się toczy….doszłabym juz do siebie myslę ale to mnie dobija i odbiera sił na wszystko, pogrąża. Padła nawet informacja żebym wyjechała na badania do Białegostoku!!!Oczywiście odmówiłam…nie byłam wstanie psychicznie tego udźwignąć. Kolejne terminy były w Poznaniu, Płocku oraz w Warszawie. Badania wykonywane przez powołanych biegłych są hm… jak dla mnie kpiną. Większość nie zapoznaje się z dokumentami i pozbywa się człowieka bardzo szybko. Nerwy puszczają w takich sytuacjach, za każdym razem praktycznie reaguję płaczem…no ale ciąg dalszy przede mną..dokąd teraz????